ZŁY film: Wróg

Za: geeknation.com

Za: geeknation.com

„Enemy”

Hiszpania, Kanada, 2014

reś. Denis Villeneuve, scen. Javier Gullón

wyk. Jake Gyllenhaal, Mélanie Laurent

Intrygujący plakat (na samym dole tej recenzji) z miastem wyrastającym z głowy zarośniętego Jake Gyllenhaala zobaczyłem jeszcze w Amsterdamie, więc z radością i niecierpliwością czekałem na seans. Półtoragodzinny thriller, dziejący się w przymglonym Toronto. Niepokojący od pierwszych minut, z trzeszczączą wywołującą gęsią skórkę muzyką, niedopowiedzeniami, świetną pracą kamery, no i trzymającym jak zawsze klasę Jakem Gyllenhaalem. Do tego Mélanie Laurent („Bękarty Wojny”) i epizodycznie Isabella Rosselini (m. in „Blue Velvet” i nieco mniej znana, ale cholernie dobra „Najsmutniejsza muzyka świata” Guy’a Maddina). Za wszystkim stać miał Denis Villeneuve, który DOBRYM „Labiryntem”, (gdzie wykorzystał już talenty Gyllenhaala), pokazał, że potrafi zmontować trzymający w napięciu thriller, posługując się minimum środków artystycznego wyrazu. Wszystko to w oparciu o prozę Nobilisty, Jose Saramango, jakiego poprzednie dzieła też już zostały przeniesione na duży ekran. Niestety, tak jak mnie mnie niezbyt przekonało „Miasto Ślepców”, tak i teraz „Wróg” okazał się być dużym rozczarowaniem. Ale w zupełnie innym tego słowa znaczeniu.

Czytaj dalej

Dobry film: Strażnicy Galaktyki

Za: flicksandbits.com

Za: flicksandbits.com

„Guardians of the Galaxy”

USA, 2014

reż. James Gunn, scen. James Gunn, Nicole Perlman

wyk. Chriss Pratt, Zoe Saldana, Bradley Cooper

Wymęczony dwiema nocami w grzesznej stolicy Tajlandii; gonitwą za wizą, która skończyła się koniecznością zawierzenia pewnemu motocykliście, że za 20zł przywiezie mi z hostelu paszport; morderczym powrotem taksówką w stronę portu lotniczego w Bangkoku, który przegapiłem bo zaczytałem się w autobusie (witam w moim świecie, choć jest postęp, bo nauczyłem się już, że w niektórych miastach jest więcej niż jedno lotnisko); nocą w turbozakarpackiej, ale jakże uroczej mieścinie gdzieś na Półwyspie Malajskim oraz epickiem powrotem autostopem z trzema Chińczykami, co po drodze zabrali na zupę ostrygową na winie ryżowym, z ulgą powróciłem do domu. Tylko po to, by zobaczyć, że Współautorka wcale nie żartowała z publikacją w odcinkach streszczenia swojego planowanego na okolice trzeciej dekady tego wieku multidyscyplinarnego doktoratu, z pogranicza literatury i filmoznawstwa o filmowych adaptacjach angielskiej klasyki. Dlatego, pomimo zmęczenia wspomnianymi przygodami, które ku mojemu zaskoczeniu przeszło w zapalenie zatok, postaram się w przerwach między erudycyjnymi wpisami Współautorki popisać coś o bieżących produkcjach.

Czytaj dalej

Amatorzy adaptacji #2, czyli DOBRE przedstawienie, czyli „Wiele hałasu o nic” (2011)

źródło: tennantnews.blogspot

źródło: tennantnews.blogspot

W zeszłym tygodniu zaczęliśmy cykl pt. „Amatorzy adaptacji”, żeby jedno z nas miało wymówkę do obsesyjnego oglądania ekranizacji ulubionych książek. W ramach niego będziemy omawiać i porównywać kilka(naście?) adaptacji jednego dzieła literackiego.  Co tydzień w sierpniu omawiamy jedną klasyczną (tj. korzystającą w miarę dosłownie z tekstu oryginalnej sztuki) adaptację. Z początkiem września zajmiemy się modernizacjami (czyli wersjami, w których nie tylko realia, ale i język są dostosowywane do współczesnych norm).  Na pierwszy ogień idzie szekspirowska komedia „Wiele hałasu o nic”. 

To jest druga część cyklu o MAANie (WHONie?), pierwszą znajdziecie tu

źródło: guardian.co.uk

źródło: guardian.co.uk

Much Ado About Nothing

Wielka Brytania 2011

sztuka: William Szekspir, reż. Josie Rourke

wyk. Catherine Tate, David Tennant

[Uwaga zbyt ważna, żeby być na marginesie: niniejszą wersję można wypożyczyć lub nabyć online na stronie Digital Theatre!]

Ta teatralna wersja (w reżyserii Josie Rourke, której „Koriolanem” zachwycałam się w marcu) jest chyba najzabawniejszą wersją tej sztuki, jaką widziałam. Duża w tym zasługa umiejscowienia akcji na Giblartarze w latach osiemdziesiątych, z naciskiem na to ostatnie — stroje, fryzury i muzyka tamtego okresu to coś, co zawsze dodaje śmieszności. Żołnierze Don Pedra to marynarze, wokoło porozstawiane są leżaki, a każdy ma przynajmniej jedną parę okularów słoneczych, nie mówiąc o puszkach, butelkach i papierosach.

Czytaj dalej

Amatorzy adaptacji #1: Wiele hałasu o nic (1993), czyli DOBRY początek cyklu

źródło: faustineisgone.com

źródło: faustineisgone.com

Zaczynamy nowy cykl pt. „Amatorzy adaptacji”, żeby jedno z nas miało wymówkę do obsesyjnego oglądania ekranizacji ulubionych książek. W ramach niego będziemy omawiać i porównywać kilka(naście?) adaptacji jednego dzieła literackiego.  Co tydzień w sierpniu omówimy jedną klasyczną (tj. korzystającą w miarę dosłownie z tekstu oryginalnej sztuki) adaptację. Z początkiem września zajmiemy się modernizacjami (czyli wersjami, w których nie tylko realia, ale i język są dostosowywane do współczesnych norm).  Na pierwszy ogień idzie szekspirowska komedia „Wiele hałasu o nic”. 

borg

źródło: borg.com

Much Ado About Nothing

Wielka Brytania/USA 1993

reż. i scen. Kenneth Branagh (na podstawie sztuki Williama Szekspira)

wyk. Emma Thompson, Kenneth Branagh, Kate Beckinsale, Robert Sean Leonard (i cała stała Branaghowska zgraja )

Na początek co nieco o samej sztuce. Jest to chyba obok „Snu nocy letniej” moja ulubiona komedia Szekspira, w której występuje w jedna z moich ukochanych bohaterek literackich, czyli Beatrice (w którymś ze starszych polskich tłumaczeń Beatryx, czy też Beatrycze). Jest błyskotliwa, niezależna, cięta i cudownie złośliwa (zwłaszcza wobec niejakiego Benedicka — nie Benedicta). Moim zdaniem dostają jej się najlepsze kwestie, np. Ten co ma brodę nie jest już młodzieńcem, a ten bez brody jeszcze nie mężczyzną. Gdy już nie młodzian, to mąż już nie dla mnie; gdy nie mężczyzna jeszcze, to ja nie dla niego (wybaczcie podłe tłumaczenie, nie mam polskiego przekładu pod ręką).

Czytaj dalej

DOBRY film: 22 Jump Street

22 Jump Street

USA, 2014

reż. Phil Lord, Christopher Miller,

scen. Michael Bacall, Oren Uziel, Rodney Rothman

wyk. Jonah Hill, Channing Tatum

Pamiętacie „21 Jump Street”? Pytam o film z 2012 r., a nie serialowy oryginał z lat 1987-91 z Johnym Deppem. Podobało się? No cóż, nie było rewelacyjnie, ale film miał swoje momenty. No i najważniejsze — pod płaszczykiem motywu melancholijnego powrótu do pięknych i niewinnych czasów coolegu przemycano żarty niezwykle trafnie ukazujące, jak bardzo zmieniła się obyczajowość młodzieży w ostatnich kilku latach. Okazało się, że z gejów się nie śmiejemy, a wegetarianizm jest czymś oczywistym. W kolejnym filmie o przygodach pary policjantów, którzy pod przykrywką pracują w instytucjach edukacyjnych, z grubsza chodzi o to samo. Powrót do młodości z intrygą kryminalną w tle. I podobnie jak poprzednia część, „22 Jump Street” choć nie grzeszy trzymającą w napięciu od początku do końca fabułą czy festiwalem świetnych żartów, to mimo wszystko jest DOBRĄ komedią na gorące letnie popołudnie.

Czytaj dalej

Dobry film: Ewolucja planety małp

Źródło: schmoesknow.com

Źródło: schmoesknow.com

Dawn of the Planet of Apes

USA, 2014

reż. Matt Reeves,

scen. Rick Jaffa, Amanda Silver, Mark Bomback

wyk. Andy Jerkis, Jason Clarke, Gary Oldman

Za szybą samochodu szybko mknęły palmy pnące się nad wioskami północno-wschodniej Malezji. Pan kierowca, który był na tyle uprzejmy, że zabrał mnie w Hari Rayę (rodzaj islamskiej Gwiazdki) na stopa, w trakcie wyprawy, jakiej etap autobusowy zakończył się po niecałej godzinie epicką awarią silnika, niezbyt polubił kolejną odsłonę serii o planecie małp.

– Nie za bardzo pojąłem te wszystkie wątki. Chyba trzeba było zobaczyć wcześniejsze części. Ale za to jestem wielkim fanem „Harrego Pottera” i „Władcy Pierścieni”!

Cóż, nie mam wrażenia, by fabuła filmu Reevesa była jakaś wybitnie skomplikowana. Właściwie była dosyć… niezaskakująca, postacie i strony były jasno rozrysowane, a wszystko zmierzało ku zbudowaniu napięcia przed kolejnymi częściami serii. Urzekał natomiast postapokaliptyczny klimat cywilizacji, która zrobiła krok do tyłu. Ludzie, a przynajmniej garstka jaka została po objęciu władzy na świecie przez małpy, pochowali się w zapuszczonych i zarośniętych enklawach, które niegdyś były cudownymi wizytówkami naszej cywilizacji. Nie pozostawało nic innego, jak oddać się eskstatycznym efektom specjalnym, rozkręcającemu się konfliktowi między dwoma rasami naczelnych, i złowieszczemu nastrojowi końca świata z Internetami i dominacją homo sapiens, jaka jest nieodległą, acz chyba nieodwracalną przeszłością.

Czytaj dalej

Box office report: ‚Lucy’ slays ‚Hercules’ with $44 million debut

eleph4nte:

„Lucy” pokonała „Herkulesa”!

Originally posted on Inside Movies:

[ew_image url="http://img2.timeinc.net/ew/i/2014/07/14/LUCY.jpg" credit="Jessica Forde" align="left"]

Hercules‚s muscles were no match for Lucy‚s drug-enhanced brain at the box office this weekend. Audiences turned out in earnest to see the Scarlett Johansson thriller, which earned an expectation-shattering $44 million from 3,173 theaters in its first weekend.

Not only is it director Luc Besson’s biggest opening, Lucy is also a career high for Scarlett Johansson as a lead. Audiences for the original feature were evenly split between genders, 35 percent were under the age of 25, and 29 percent were Hispanic. But even though the EuropaCorp-produced, Universal-distributed project appealed to a wide demographic swath, those who did see the R-rated action film were a little less kind in the exit polls, slapping Lucy with a poor C+ Cinema Score.

View original 425 słów więcej