DOBRY film: Głośniej od bomb

louder-than-bombs-06.jpg

Isabelle Huppert podpisała cyrograf z diabłem!

Oglądając Głośniej od bomb miałam wrażenie, jakbym czytała dobrą, wciągającą, ciekawie napisaną książkę. Równocześnie uważam, że film jest najlepszym medium do opowiedzenia tej historii – Trier wspaniale operuje obrazem, czy wręcz zdjęciem.

Czytaj dalej

ZŁY film: Nieznany

maxresdefault.jpg

Carlos też zastanawia się, jak policja może być aż tak niekompetentna

Wreszcie! Ostatnio kilka razy zasiadałam do filmu, który okazywał się DOBRY, wreszcie — z okazji Tygodnia Kina Hiszpańskiego w kinie pod Baranami — udało mi się trafić na dzieło uroczo wręcz ZŁE, gdzie może całkiem niezły ogólny pomysł i piękne, budujące napięcie zdjęcia i muzyka bezskutecznie próbują odciągnąć od tak idiotycznego scenariusza i tak kretyńskich dialogów, że z naszego rzędu w kinie wciąż dobiegał chichot.

Czytaj dalej

DOBRY Zwierzogród

assets.rollingstone.comChodzenie do kina, to oczywiście czynność społeczna. Wybranie się na seans samemu jest traktowane jako w jakiś sposób dziwne, może desperackie; porównywalne z chodzeniem samemu na drinka, ale o tyle gorsze, że pozbawione nadziei na zainicjowanie społecznej interakcji. Masturdating, piękne angielskie słowo na określenie raczej randkowych czynności wykonywanych samemu (w tym przypadku — chodzenie do kina), przydarzył mi się wczoraj, gdy z braku TGIFowych opcji, po pośpiesznym skonsumowaniu australijskiego steka będącego efektem mastercookingu, pobiegłem na „Zwierzogród”. Efekt? Samotna randka życia.

Czytaj dalej

Słodkośc Zła, Słodkość Dobra: „Cały ten cukier”

kinoelektronik.plPo primaaprilisowych żartach Współautorki, dzisiaj będzie wyjątkowo słodko i DOBRZE, choć nie tylko z filmowych powodów. Ale po kolei. Najpierw najważniejsze, czyli świetny, gorzko-słodki dokument, który na ekrany polskich kin wszedł niedawno, a Współautor — ku swojej radości – miał okazję zobaczyć w kraju, powszechnie uznawanym, za najbardziej otyły w całej Azji. Ciekawostka oczywiście ta nie pozostaje bez znaczenia w kontekście filmu o przemyśle cukrowym. Słowem: DOBRY film, o ZŁEJ słodyczy, czyli „Cały ten cukier”.

Czytaj dalej

DOBRY film o przekładzie: Piękna zdrada

102798-264.jpg

Jak to ująć? Czy to po polsku angielsku?

Widzieliśmy wiele filmów o lekarzach, pisarzach, prawnikach, bohaterka co drugiej komedii romantycznej pracuje w galerii sztuki, w redakcji czy w jakiejś złowrogiej korporacji, z której uwolni ją podążanie za pasją i mężczyzną swego życia. Dotychczas brakowało mi natomiast filmu o tłumaczach, zwłaszcza pisemnych (praca tłumacza ustnego — choć niezwykle trudna i stresująca częściej pada ofiarą żartów z „wpadek” nieszczęśnika w kabinie). Teraz wreszcie mamy niezwykle ciekawy obraz pracy tłumacza, a właściwie tłumaczki, mistrzowsko zagranej przez Tildę Swinton, która najpierw musi się zmierzyć z dziełem, a potem z tłumaczonym autorem.

Czytaj dalej

Zaskakująco ZŁY: Batman kontra Superman. Świt sprawiedliwości

96732b485ac46ee972bab027c8d2c415104532d0

„Słuchajcie, dobrze wiecie, że ten dzień musiał nadejść, więc po prostu posadźcie swoje dupy w kinowych fotelach, pogapcie się parę godzin na ekran IMAX-a i będziecie mieli to gówno raz na zawsze z głowy” — wyzłośliwiał się satyryczny portal The Onion, wkładając takie właśnie słowa w usta szefowej ds. wizerunku wytwórni Warner Bros stojącej za filmem. Wpływowi blogerzy oficjalnie bojkotowali seans. Była to oczywiście kulminacja narzakań na bardzo źle wyglądającego zwiastuna, z jakiego nie za bardzo można było za Boga Pana rozgryźć dlaczego dwóch pozytywnych bohaterów ma się naparzać na śmierć i życie. Cóż — film nie przyniósł odpowiedzi na to pytanie, ale przyznam — pierwsze pół godziny zapowiadało naprawdę zaskakującą niespodziankę. 

Czytaj dalej

Nie ma mowy! Czyli DOBRY Tumbledown.

tumble-trailerstill2Rebecca Hall w czaderskim kapeluszu patrzy z politowaniem na tych, co nazwali ten film KOMEDIĄ romantyczną

Po zwiastunie, polskim tytule (oryginalny jest uroczo enigmatyczny , a chodzi o górę w Maine) i ckliwym początku spodziewałam się albo wyciskacza łez w stylu Nicolasa Sparksa albo szablonowej komedii romantycznej o której zapomnę jeszcze przed zakończeniem seansu i nawet nie będzie mi się chciało na jej temat na tych łamach wyzłośliwiać. Zaintrygowała mnie jednak obsada: Rebeccę Hall lubię i chętnie w czymkolwiek zobaczę, Jasona Sudeikisa też (zwłaszcza po Sleeping with Other People), pasował mi raczej do mniej lub bardziej sprośnych komedii. Tymczasem znów czekało mnie miłe zaskoczenie…

Czytaj dalej

Dobry film: Karbala.

bi.gazeta.pl

Film, który — przynajmniej w mojej świadomości – przeszedł bez echa. Dramat wojenny z Iraku, na wstępie budził obawy o powtórkę z niezłej „Misji Afganistan”, która jak dla mnie pozostawiła zbyt dużo niedosytu, choć scenę seksu w Rosomaku w wykonaniu Pawła Małaszyńskiego i Ilony Ostrowskiej uznaję za kultową. (Producenci Rosomaka w ogóle mogli by wykorzystać ją do zmontowania reklamy podobnej do tego uroczego spotu Peugeota z biedronkami😉 I wprawdzie”Karbala” wpisuje się w nurt kina „ku czci”, z którego zazwyczaj wiele dobrego dla kinomanów nie wynika (choć — zaskoczę — „Smoleńsk” przy swoim propagandowym i spiskowym scenariuszu może nie być najgorszy!), to mnie akurat fabuła porwała i śmiem twierdzić, że jest to naprawdę dobry film.

Czytaj dalej

Złe Filmy czyli Malinki 2016

Jako blogerzy czerpiący radość z pisania tak o DOBRYCH jak i ZŁYCH filmach chyba bardziej wyczekiwaliśmy radosnych nagród Złotych Malin, czyli wrednych odpowiedników Oscara, przyznawanych przez złośliwych krytyków filmowych za największe niewypały w branży filmowej. Bezapelacyjnym zwycięzcą zostało „50 Twarzy Grey’a”, gdzie — jak zauważyli złośliwi koledzy — oni sami dostawali od ojca w młodości więcej klapsów na raz, niż bohaterka adaptacji bestsellerowej softpornografii dla pań w trakcie sadomasochistycznych sesji ze swoim dominującym lubym.

Czytaj dalej

Brooklyn: za wesoło, za romantycznie, zbyt optymistycznie! DOBRA powieść a adaptacja

brooklyn-collage

Irlandzki Aniołek przyniósł mi pod choinkę Brooklyn Colma Tóibína (pierwsze wyd: 2009). W ostatnie wieczory (i ranki) 2015 pożarłam ją z wielkim apetytem. Jest to cudowny, poetycko-melancholijny portret Eilis (czyta się, rzecz jasna, EJ-liśsz), młodej Irlandki z niedużej miejscowości, której siostra załatwia pracę w tytułowej dzielnicy Nowego Jorku. Śledzimy jej losy i bogate życie wewnętrzne, dzielimy jej rozterki i rozważamy nad jej dylematami. To książka o samotności, rodzinie, dojrzewaniu, pokonywaniu przeciwności losu, porusza też różne problemy społeczne lat pięćdziesiątych dwudziestego wieku. Z zaciekawieniem i pewnym niepokojem wyglądałam adaptacji. Już ze zwiastunu widać, że skupiono się na – w książce pojawiającym się dopiero za połową – wątku miłosnym. Z jednej strony gadatliwy nowojorczyk włoskiego pochodzenia, z drugiej: mrukliwy Irlandczyk z twarzą pewnego generała Nowego Porządku, który został niegdyś pogryziony przez wilkołaka. No trudno, to się sprzedaje, choć w książce oba wątki miłosne są stosunkowo mało romantyczne. W trakcie i po seansie jednak mieszane uczucia i coś mi strasznie nie pasowało. Po chwili zrozumiałam – ku mojemu przerażeniu – że nie pasuje mi to, co zwykle mi się bardzo podoba…

(Minimalne spoilery co do książki – dotyczą raczej uczuć niż wydarzeń; co do filmu: nie piszę nic, czego nie ma w zwiastunie)

Czytaj dalej