ZŁA komedia: Milion sposobów jak zginąć na Zachodzie

Źródło: krazy00nothing.files.wordpress.com

Źródło: krazy00nothing.files.wordpress.com

A Million Ways to Die in the West

USA, 2014

reż. i scen. Seth MacFarlane

wyk. Seth MacFarlane, Charlize Theron, Liam Neeson

„Milion sposobów…” jest tym filmem, który operuje bardzo specyficznym humorem (#SETH_MacFARLANE), w jakim — przyznam się — znajduję upodobanie. Jest to nieustannie osuwający się za granicę dobrego smaku styl żarcików, nie uznających żadnych świętości i za nic mający wrażliwość widzów. Doskonale zdaję sobie sprawę, że dla wielu, szczególnie mających nieco bardziej wyrafinowany gust, jest to hańbiąca i wulgarna produkcja, której oglądnie wywoła silną tęsknotę za jakąś formą cenzury w kinie. I u mnie pojawiły się takie uczucia, choć wiecie, że mam traumę z wycinaniem scen z filmów. Co więcej, fabuła jest prosta jak konstrukcja cepa, której dłużyznę ratują wspomniane wyżej gagi, których największym problemem wcale nie jest brak jakiegokolwiek smaku.

Czytaj dalej

DOBRY film, choć dużo poniżej oczekiwań: Sąsiedzi

„Bad Neighbours”/”Neighbors”

USA, 2014

reż. Nicholas Stoller, scen. Andrew J. Cohen, Brendan O’Brien

wyk. Seth Rogen, Zack Efron, Rose Byrne

Zwiastun zapowiadał szaloną, pozbawioną hamulców komedię o nieustannej imprezie w chacie obok, z którą zmagać się muszą młodzi rodzice. Seth Rogen („Zack i Miri kręcą porno”, „50/50”), jako młody rodzic, został postawiony  po drugiej stronie barykady — ten, który dotychczas imprezował, odnaleźć się musiał w nowej sytuacji, jako odpowiedzialny ojciec i troskliwy mąż dbający o spokój nadpobudliwej mamusi (Rose Byrne). Wychodzi oczywiście z tego niewiele, a epickie party, jakie urządza mieszkające w sąsiedztwie bractwo studenckie, przypomina nie tak odległe czasy uniwersytetu, co budzi zrozumiałą nostalgię za tym, co już nie powróci. Brzmi obiecująco, źle nie jest, ale rozwleczona historia i nienajlotniejsze żarciki powodują, że na naszej recenzenckiej gablotce „Sąsiedzi” lądują obok „Millerów”, w kategorii DOBRYCH, ale mało świeżych komedii, które i tak są hitem.

Czytaj dalej

ZŁA komedia, w ZŁYM kinie, w ZŁYM kraju: Pogrzeb Babci Berthe

Adieu Berthe, l’enterrement de mémé

Francja, 2011

reż. Bruno Podalydès, scen. Bruno Podalydès, Denis Podalydès

Denis Podalydès, Valérie Lemercier, Isabelle Candelier

Środa to DOBRY dzień na kino. Nie tylko dlatego, że można odprężyć umysł w środku tygodnia, który trzeciego dnia wieczorem ma się — jakby tu nie liczyć — już bardziej, niż mniej, ku weekendowi. Jest oczywiście też inny powód. W ramach „Crazy Wednesday” bilety do multipleksu znajdującego się w galerii handlowej ciągnącej się pod bliźniaczymi wieżami Petronasu są po zaskakującej cenie 9RM (mniej niż 9zł). Umówmy się — regularne 14RM za bilet w kinie z milionem sal to naprawdę niewiele, no ale jak można dodatkowo przyoszczędzić to czemu nie? Niestety, kino pod wieżami nie miało za wiele do zaoferowania w środę po 21:00. I dzięki Bogu! Bo przypomniałem sobie o prowadzonej przez Francję dyplomacji kulturowej, czyli Francuskim Festiwalu Filmu i Sztuki 2014 w Kuala Lumpur. Ku mojej radości, w kinie znajdującym się nieco dalej od pnącego się jak ambicje polityków malezyjskich gmachu Petronasu mieli puścić film, na który w sumie zamierzałem się wybrać. Radość moja jednak była jednak trwała jak opór francuskiej armii w 1940 r. — ulotniła się, zanim ją zarejestrowano.

Czytaj dalej

Zły Film: Rewers

Źródło: itv.movie.eu

Nawet Bronisław ziewa na „Rewersie”. Źródło: itv.movie.eu

„Rewers”

Polska, 2009

reż. Borys Lankosz, scen. Andrzej Bart,

wyk. Agata Buzek, Marcin Dorociński, Krystyna Janda

Przyjrzyj mu się. Ale bezstronnie!

Mamy na tym blogu dziwną kategorię – „Formative Films”. Zawsze się trochę bałem tej etykietki, bo budziła ona we mnie lęk, że w pewnym momencie – gdy wylądujemy ze Współautorką na bezrobociu i zabraknie kasy na chodzenie do kina – blog stanie się takim kolejnym filmwebem czy IMDB; miejscem, gdzie będziemy pisać jedynie o starociach, tak żeby się wydawało, że impreza dalej trwa. Oczywiście, to tak pół-żartem pół-serio. Niedawno nastąpiła okoliczność, która pozwala mi zrobić wpis do tej właśnie specjalnej kategorii, stworzonej dla nienajnowszych filmów. „Formative Films” z założenia jest formą oddania czci tym produkcjom, które nas filmowo wychowały i ukształtowały nasz gust. Myliłby się jednak ktoś, gdyby sądził, że będą trafiać tu jedynie DOBRE filmy…

Wróćmy do tych specjalnych okoliczności. W jednym z niedawnych postów, poużywałem sobie trochę na drewniane dialogi w „AmbaSSadzie” czego najdobitniejszym wyrazem dla mnie był tekst: „pokiełbasiło cię?!”. Przez internety przetoczyła się fala oburzenia, która spowodowała, że ponad 70 proc. uprawnionych do głosowania Warszawiaków wolała zostać w domu i wdać się z nami w poważną dyskusję na pewnym portalu społecznościowym.

Wyjaśniając: OK – mea culpa, są ludzie, którzy wciąż mówią „pokiełbasić się” (podobno nawet Współautorka, ale nie wiem, czy należy ją traktować jako reprezentatywną próbę badawczą…), a i ja nie wyjaśniłem dostatecznie jasno, że problemem dialogów w najnowszym filmie Machulskiego są tyleż suche żarty, co zła gra aktorska i brak wyczucia jak się teraz mówi. Słowem – może i to „pokiełbasić” siadłoby, gdyby nie kontekst.

Wracając do awantury na fejsie – czara goryczy się przelała i autorowi poprzedniej recenzji dostało się za wszystkie grzechy, w tym za poprzednie, kontrowersyjne sądy o paru filmach, które zdaniem społeczności internetowej są DOBRE. No i wywołano wilka z lasu, bo padł tytuł „Rewers”, uznawany symbolicznie za moment założycielski tego bloga. Symbolicznie, bo choć nie ma recenzji tego filmu na naszym blogu, to jest to produkcja, która zdaniem autorów tego bloga zasługuje na miano jednej z najbardziej przecenionej w III RP. Pora nadrobić zaległość i jasno wyjaśnić, co naszym zdaniem zasługuje na taką etykietę.

Czytaj dalej

Zły Film: AmbaSSada

Źródło: Materiały prasowe

Źródło: Materiały prasowe

AmbaSSada

Polska 2013

reż. i scen. Juliusz Machulski

wyk. Magdalena Grąziowska, Bartosz Porczyk, Robert Więckiewicz, Adam Darski

To było trochę jak z moją wycieczką do Rosji, kiedy to pewnego środowego ranka dostałem od kolegi kilka minut na decyzję, czy lecimy na 10 kwietniowych dni do Moskwy. Bilety kosztowały 350 zł w obie strony, więc nie było nawet o czym gadać. Przedwczoraj, gdy dowiedziałem się, że mam podwójną wejściówkę na premierę „AmbaSSady” w Krakowie miałem równie mało czasu na przyjęcie oferty, jednak film za darmo i do tego ochlej i wyżerka na koniec? Problem miałem tylko z towarzystwem, bo Współautorka bloga wolała się wybrać na urodziny koleżanki, jednak w koncu się udało. Padło na E.

Biedna E. W sumie doskonale wyartykułowała moje obawy: „A czy to jest DOBRY film?” Kłopot polegał bowiem na tym, że w tym samym czasie mieliśmy iść na „Wszyscy w naszej rodzinie” Radu Jude, prezentowanego w ramach festiwalu kultury rumunskiej. No i lepiej iść na DOBRY film, ale za niego zapłacić, czy za darmaka wbijać na ZŁY? Nie ukrywam, napływające informacje nie napawały optymizmem. Tym bardziej, że miałem w pamięci poprzednie (dodajmy – nienajlepsze) dzieło Machulskiego, czyli „Kołysankę”. Stwierdziliśmy jednak, że poświęcimy się, a i ja przy tym skorzystam jako autor tego bloga, bo chywa więszkość z was idąc do kina będzie się raczej zastanawiała nad „AmbaSSadą” a nie jakiąś rumunską produkcją. I tak piątkowym wieczorem zdeptaliśmy czerwony dywan rozwinięty przed kinem Kijów.

O filmie było głośno od dawna. Wałęsa-Więckiewicz gra Hitlera, dyżurny obrazoburca kraju „Nergal” – Ribbentropa, a całość była przyrównywana kontrowersyjnością pomysłu do „Bękartów Wojny” Tarantino. Polacy robią komedię o Hitlerze i drugiej wojnie światowej. Świetnie, brawo za odwagę! Ale znacznie ciekawsze od pytania, czy potrafimy się śmiać z jednej z największych naszych traum narodowych, było to, czy potrafimy zrobić DOBRY film na ten temat? Czytaj dalej

DOBRY film: Zabity na śmierć

„Murder by death”

USA, 1976

reż. Robert Moore

Truman Capote, Maggie Smith, David Niven, Peter Sellers , Alec Guiness i tłum innych gwiazd

Nadszedł czas na kolejny film z serii „formative films”. Można tu zobaczyć gromadę DOBRYCH aktorów (Bond z parodystycznego „Casino Royale”, Columbo, McGonagall/ta stara z Downton Abbey, Obi-Wana/Smileya, Ogrodnika z „Being There” i innych), którzy sprawiają, że film, który spokojnie mógłby być bardzo ZŁY jest bardzo DOBRY.

Fabuła jest prosta: bogaty szaleniec (Capote) zaprasza wszystkich najlepszych detektywów znanych widzom/czytelnikom z powieści detektywistycznych do swojego dziwnego domostwa i więzi ich tam by rozwiązali morderstwo, którego jeszcze nie dokonano. I, jak wiadomo, dochodzi do szeregu zabawnych dialogów, pomyłek, incydentów itp.

Szczególnie warto zwrócić uwagę na Petera Sellersa grającego Chińskiego detektywa Williego Wanga*, czyli niezbyt poprawnego politycznie jak na dzisiejsze czasy alter ego Charliego Changa, oraz na Obi-Wana  Aleca Guinessa grającego ślepego lokaja Bensonmuma.

Jak odłączy się fatalne tłumaczenie jest to świetny film na odprężenie i odmóżdżenie się po długim dniu. Przez ostatnie piętnaście lat widziałam ten film przynajmniej dwadzieścia razy i dalej mnie bawi.

Film ten też ma element edukacyjny:

"Talking cow"

Bohater grany przez Trumana Capote (zarówno jako Twain, jak i jako „gadająca krowa” zwraca uwagę na wymowę dwóch cudzoziemców — Belga nazwiskiem Perrier i Chińczyka nazwiskiem Wang. Jako dorywcza nauczycielka angielskiego, często muszę się powstrzymywać od cytowania tego filmu kiedy moi uczniowie popełniają podobne błędy.

Rybka

*Wang, Dicky i tym podobne infantylne żarty falliczne w tym filmie doprawdy śmieszą. Nawet, jeśli jesteśmy na początku trochę zgorszeni, że to profesor McGonagall je wypowiada, i to w dodatku ruda!

Why would anybody steal a dead naked body?