ZŁY film: Pewnego razu

201611552_3_img_fix_700x700

Hej, stanę na wirsycku//Bedę dyrektorem, bedę dyrektorem!

Współautor po raz kolejny udzielił mi reprymendy: dalej nie napisałam o filmie, na którym byliśmy już prawie tydzień temu. Rzeczywiście, miałam duże problemy z napisaniem tej recenzji — i to nie dlatego, że film był tak ZŁY, że Słoń nie chciał mi oddać pieniędzy za bilet (w końcu jednak udało mi się go doprowadzić do bankomatu i wydobyć dług). Dlatego, że był tak nudny, że na samą myśl muszę się położyć. Teraz jednak wypiłam bardzo dużo kawy i mocnej herbaty — może tym razem się uda.

Poster_Auf_einmal.jpg

Auf Einmal

Niemcy, Holandia 2016

reż. i scen. Asli Özge

wyk. Sebastian Hülk, Julia Jentsch

Sam projektor próbował nas ostrzec. Po wstępnym filmiku z okazji Tygodnia Filmu Niemieckiego (Niemcy– zawsze przyjaźnie) obraz zniknął i przez kilka minut zamiast filmu mieliśmy słuchowisko, czyli głównie dyszenie głównego bohatera. Potem niestety ktoś to naprawił i zobaczyliśmy, że Karsten (bo tak mu na imię) biegnie do zamkniętej przychodni, po czym wraca do mieszkania i dopiero tam wzywa karetkę do przypadkowo poznanej dziewczyny, która po imprezie u niego nagle zaczęła się dusić i zmarła.

Zaczyna się śledztwo. Karsten jest oskarżony o nieumyślne spowodowanie śmierci i z dnia na dzień traci reputację, pozycję w pracy, przyjaciół, dziewczynę oraz łaskę bardzo wpływowych w tym górskim miasteczku rodziców. Pomysł dobry, ambicje kafkowskie, niestety zamiast napięcia mamy długie spojrzenia w przestrzeń oraz bezzsensowne dialogi.

Z początku to było tak złe i nielogiczne, że aż śmieszne. W niektórych momentach absurd był nie do wytrzymania i dostaliśmy okropnego ataku śmiechu (na nasze usprawiedliwienie: nie tylko my). W pewnym momencie — nie pamiętam, czy po wielominutowym drętwym dialogu o znalezionych pod krzesłem Karstena rajtkach, czy po pomyśle ojczulka, że najlepiej pokazać synowi, że się go wspiera zabierając go z sobą na otwarcie „windy miejskiej” (czy chodziło o kolejkę, jak na Gubałówkę?) — siedząca koło nas groźna pani upomniała nas. Zamilkłam więc, miotana wyrzutami sumienia, niestety nie mogąc się śmiać  zaczęłam przysypiać.

Duży problem jest z bohaterami i ich niespójnymi motywacjami. Wszystkie postacie rozumują w niezwykle pogmatwany sposób i nieliczne (i często sprzeczne z tym, co wcześniej o nich się dowiedzieliśmy) cechy charakteru wykazują w momentach, w których ich nielogiczne zachowanie jest konieczne, by lekko pchnąć pełzającą, jak pijany ślimak akcję. Główny bohater z minuty na minutę staje się bardziej antypatyczny — prawdziwą zagadką jest to, dlaczego inni odsuwają się od niego dopiero po tym, jak ktoś u niego umiera w podejrzanych okolicznościach. Ma osobowość i mimikę młodego Anakina Skywalkera, jest równocześnie nudny i antypatyczny.

Z ciekawych rzeczy, to piękne i wieloznaczne niemieckie słowo Scheiße było tłumaczone w ciekawy sposób. Najpierw jako: „niech to szlag!” (doceńcie germanizm), potem jako „cholera”, w końcu jako „kurwa mać!”.

W skrócie: mimo ciekawego pomysłu i dobrej reżyserki (Asli Özge wyreżyserowała „Mężczyzn na moście”), film spokojnie można sobie odpuścić.

Ryba

 

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s