Dobry festiwal krytyków filmowych: Kamera Akcja

20161009_153500

Zdjęcie z niedzielnego panelu o promocji polskiego kina za granicą „Idą w świat”. Od lewej: Michał Pabiś-Orzeszyna, Agnieszka Rostropowicz-Rutkowska, Urszula Piasecka oraz Adam Kruk.

Podobno jest to jedyny festiwal w Polsce poświęcony sztuce krytyki i krytykanctwa filmów. Łódzka Kamera Akcja, będąca inicjatywą studentów łódzkiej filmówki, nie chce konkurować z najważniejszymi konkursami młodych adeptów krytyki, ani tym bardziej być zjazdem kółka wzajemnej adoracji. Poprzez położenie dużego nacisku na obecność młodych i zdolnych oraz blogerów (to się nie wyklucza!), wydarzenie daje możliwość spotkania zarówno autorytetów, jak i kolegów po fachu. A przy okazji zobaczenia kilku świetnych filmów…

20161007_235342

Jestem z Warmii! — oznajmił nieco bełkotliwie nowo poznany kolega około trzeciej nad ranem na balkonie przy spowitej nocnym dżdżem ulicy Kilińskiego w Łodzi.

Ach, Warmia i Mazury… — dodałem mało bystro, bo na nogach byłem już prawie 20 godzin bez snu (dawka prawie śmiertelna), miałem za sobą cały dzień pracy, a i po drodze na imprezę coś skonsumowałem.

Żadne Mazury! Jestem Warmiakiem! Kurna, byłem na Śląsku, oni wszyscy się mają za Ślązaków! Więc ja jestem Warmiakiem! Wiesz ilu nas jest? Wiesz? Powiem ci: nieco ponad trzy tysiące! Trzy tysiące! — wykrzyknął popijając piwo kolega, a połowa obłędnie prostej ulicy Kilińskiego mogła usłyszeć ten emocjonalny wybuch warmiańskiego patriotyzmu.

Krótki ten wstęp niech świadczy o tym, że Łódź jest miastem pięknym i ciekawym. Niestety nie miejsce tutaj na opowieści z do niedawna drugiego największego miasta Polski, które ma jedno z paru w Europie skrzyżowań ośmiu ulic („Co kwartał ktoś tam ginie!” — dowiedziałem się nieco wcześniej), kibice wyzywają się na muralach od „weekendowych modnisi”, a obłędnie równoległy układ ulic może przyprawić o zawrót głowy. Do łódzkiego przyjechałem bowiem celem udziału w festiwalu Kamera Akcja, więc o samym mieście kiedy indziej.

Wracając do wydarzenia — wszystko zapowiadało się naprawdę intrygująco. Oprócz projekcji paru naprawdę DOBRYCH filmów, w planie na cztery festiwalowe dni (6-9 października) były warsztaty, spotkania z krytykami, aktorami i reżyserami. Do tego prelekcje o video-blogach („Krytyk kradnie”, w końcu krytycy wykorzystują do pracy materiały twórców), czy — co mnie osobiście bardzo interesowało — dyskusja o obecności polskiego kina na świecie.

Niestety, z racji tego, że w Łodzi stawiłem się dopiero w piątkowy wieczór (a okoliczności i tak przybrały nieoczekiwany obrót) ominęły mnie takie gratki jak case-study „Kampera”, warsztaty z wideo-esejów i występów radiowych czy dyskusja o micie Hollyłodzi. Pojawienie się tylko na dwóch dniach festiwalu dyskwalifikowało mnie też z obecności w jury konkursu studenckich etiud.

* * *

thebanginbeats-files-wordpress-com

Jako że następny dzień rozpoczął się nieco później niż pierwotnie zakładałem (i z nieco większym bólem istnienia niż wynikało z depresyjnej pogody), na pierwszy ogień poszedł francuski „Eden”, wyświetlany w ramach retrospekcji obrazów z udziałem Grety Gerwig. Fabularna produkcja Canal+ w reżyserii Mii Hansen-Løve o scenie electro lat 90. i początku XXI w. zapowiadała się na francuską (ambitniejszą?) odpowiedź na „We Are your Friends”. Niestety, kompletna losowość fabuły, dziwne wybory muzyczne i główny bohater wzięty rodem z „Kampera” uczyniły z całości smętny melodramat przetykany dyskotekowymi bitami.

Młodziutki DJ Paul (Félix de Givry) jest mędzącym smutasem, na twarzy którego gości przede wszystkim obojętność i znudzenie. Jakbyśmy go spotkali na ulicy w życiu byśmy nie powiedzieli, że zawodowo rozkręca imprezy! Nie rozumiemy, a tym bardziej nie widzimy i nie czujemy jego pasji dla grania muzyki. Jego kariera od pierwszych występów w spelunach w krzakach za miastem, po nakręcanie imprez w Stanach jest wielką tajemnicą.

i-ytimg-com2

Co więcej, cała jego historia, przetykana pojawieniem się gwiazd sceny electro, w tym ekipy z Daft Punku, sprowadza się do zmiany daty na początkach kolejnych rozdziałów opowieści i pojawieniem się kolejnych dziewczyn. Zmienia je jak rękawiczki, ale bezpłciowość tych związków jest dołująca jak pogoda za oknem. Greta Gerwig przewija się tutaj jako dziewczyna z Ameryki, którą bohater darzy — rzekomo — głębokim uczuciem. W tle przewijają się koledzy i znajomi, ale próżno tu szukać jakiejś chemii czy emocji. A przecież nie brak życiowych dramatów i sukcesów! Jednak i z tym ostatnim mamy poważny problem — choć bohater jedzie ze znajomymi na trasę do USA, a do Paryża zaprasza światowe gwiazdy, ma chroniczny deficyt kasy. Pielgrzymki do matki zmuszonej do finansowania — jak się później okaże — kokainowych potrzeb synalka stają się wręcz lejtmotywem całego filmu.

Mniej lub bardziej żywa muzyka staje w konfundującej kontrze do klimatu filmu. Choć jest to opowieść o upadku i szukaniu siebie, ani na chwilę nie czujemy elektryzującego podniecenia, za to przez cały czas towarzyszy nam melancholia, skutecznie dławiona przez stopniowo narastające znudzenie. W ogóle odniosłem wrażenie, że muzyka, jaka miała nadać energii i rytmu czasami nie pasowała. Część bitów z klubowej imprezy bardziej przypominała „Gorączkę sobotniej nocy” niż rave paryskich przedmieść końca zeszłego wieku.

* * *

cdn2-thr-com

Bogu dzięki zaliczyło się trochę wydarzeń i wiem już, że program każdego festiwalu czyta się bardzo uważnie. Dzięki temu ogarnąłem, że na projekcję „Komuny” Vinterberga trzeba będzie pognać pięć kilometrów do łódzkiej filmówki. Wydarzenia filmowe były bowiem rozrzucone między szkołą założoną przez Andrzeja Wajdę, a kinem Wytwórnia.

(A końcu cóż to za festiwal bez latania po mieście w nerwowym poszukiwaniu dobrego miejsca na szamę i niespokojnym patrzeniu na zegarek i mapę?)

Ostatnie dzieło Duńczyka, nominowanego do Oscara za świetne „Polowanie”, znowu ma wyraźny wydźwięk społeczny. (I nie, nie jest to pamflet na PRL!) Opowiastka o grupie ludzi, postanawiających zamieszkać pod wspólnym dachem, staje się interesującą i gorzką satyrą na współczesny świat. Reżyser ukazując grupę za wszelką cenę unikającą waśni (choć jest to oczywiście niemożliwe) zdaje się krytykować moralny indyferentyzm, obojętność oraz polityczną poprawność. Poprzez wyolbrzymienie ukazuje, jak nadmierny konformizm może zagrozić jednostce, która zamiast wspólnoty i solidarności, odczuwa skrajną izolację.

Analizując szerzej, Vinterberg przestrzega przed szukaniem fałszywych recept na trudne czasy. W końcu komuna zostaje zawiązana z powodu kłopotów finansowych bohaterów. Film można analizować na poziomie ponad politycznym, jednak dla spaczonego studniami politologa „Komuna” trąci trochę społeczną krytyką z prawej strony politycznej flanki. Ale to tylko moje obciążenia — Vinterberg daje sprawnie poprowadzoną opowieść o szczęściu w grupie. W końcu rzecz się tyczy tego, jak rozwiązać problem zdrady małżeńskiej, którą lepiej omawiać w cztery oczy, niż przed całym areopagiem domowników.

Po krótkiej przerwie na kawkę w urokliwym cafe Tubajka, zagubionym w centrum Parku Źródliska, gdzie mieści się m. in. muzeum kinematografii, wróciłem do filmówki na lekką komedyjkę „Lola Versus”. I tutaj, jak w „Edenie” zagrała Greta Gawig, jednak w „Loli…” była ona główną bohaterką. Po zerwaniu zaręczyn przez jej chłopaka, 28-letnia Lola musi się ogarnąć życiowo. Nie brak tutaj flirtowania z najlepszym kumplem byłego, przypadkowego seksu z samym byłbym, dziwnymi romansami oraz mnogimi rozkminami o życiu i śmierci z wygadaną, ale nienajinteligentniejszą koleżanką. W sumie cały ten towarzyski ambaras trąci serialem „Girls” (nawiązanie tym wyraźniejsze, że obie produkcje łączy postać Ebona Moss-Bachracha), tym bardziej, że dialogi silą się na błyskotliwość i przebojowość, choć niestety różnie z tym bywa. Ogląda się to jako-tako, film jest co najwyżej strawny, dlatego chcących zobaczyć Gretę w akcji odsyłamy do DOBREJ „Frances Ha”.

LVS_02493.nef

Ktoś kojarzy gubernatora Conwaya z „House of Cards”?

Duże oczekiwania miałem za to wobec „Chevalier”, na które trzeba było pognać z powrotem do wytwórni. Reżyserka Athina Rachel Tsangari ujęła mnie swoim poprzednim dziełem, o kondycji greckiej młodzieży. Ryzykownie, choć udanie sportretowanej w „Attenbergu”, po „Kle” (mian. „Kieł”), chyba najlepszym przykładem greckiej nowej fali. Utrzymując się w metaforach wodnych, możemy skonstatować, ze najnowsze dzieło pokazuje, że nad Morzem Egejskim dalej w kwestiach filmowych są na fali. Tym razem nie latamy jednak z szalonymi dwudziestolatkami po ulicach Aten, ale udajemy się ze starszymi panami w spokojny rejs na luksusowym jachcie. Grupa stopniowo staje się z rozleniwionych błogością okoliczności przyrody paką znajomych gromadą „bogatych pojebów” wykonujących coraz to dziwne rzeczy.

Nie, nie ma nigdzie obrazów w kapliczkach. Po prostu wymyka się spod kontroli z pozoru niewinna zabawa. Znudzeni awarią silnika panowie postanawiają zagrać o to, który z nch jest… najlepszy. Gra, mająca się toczyć do końca rejsu, ma na celu wyłonić najlepszego.  We wszystkim. Uczestnicy, czyli siedmiu panów, którzy wybrali się na sielskie wakacje, mają się nawzajem oceniać. W każdym aspekcie swojego życia. Zwycięzca ma zaś otrzymać tytułowy pierścień Chevalier.

pmcvariety-files-wordpress-com

Gry mają niebezpieczny wpływ na relacje towarzyskie, o czym wie chyba każdy. (Wielokrotnie przypominałem tutaj dramaty pingpongowych potyczek w Malezji kończących się rzucaniem paletki w ścianę. Z kolei wyczyny jednej koleżanki przy promującej chamstwo i wredność „Kolejce” poważnie nadszarpnęły jej reputację.)

Panowie biorą zawody bardzo na poważnie. Wszyscy chodzą notatnikami i zapisują niemal każde słowo i ruch rywali, którzy do niedawna byli kolegami czy przyjaciółmi znajomymi. Niewinne do tej pory pogaduchy, stają się lustracją całości życia. Myjesz zęby? Jak często? Czasem zapominasz? Zapiszę! Liczy się w jakiej pozycji śpią, czy mają impotencję, czy żona za nimi tęskni i ile potrafią puścić kaczek. Rywalizacja przybiera groteskowe wymiary — kiedy dopływają do portu pozostają na łodzi (w Atenach, nie w Łodzi!), by dokończyć potyczkę. Jeden z nich zamówi szwedzkie meble składane, by zorganizować konkurs na szybkość składania półki.

Jednocześnie wyjdą na wierzch urazy, animozje i wzajemne niechęci. To co do tej pory było skrywane pod płaszczykiem kurtuazji, zostaje wyciągnięte na światło dzienne. Wszystko przybiera fantastyczny wymiar, bo każdy jednocześnie próbuje wygrzebać na wierzch brudy innych, samemu udowadniając, że jest najmilszy, najsprawniejszy, najlepiej zorganizowany. Błaha gierka stanie się narzędziem rozmontowującym relacje w grupie. Całemu bajzlowi przyglądać się będą kelnerzy, którym z czasem udzieli się nastrój dziwacznej rywalizacji…

strandreleasing-com

„Jak ktoś wytrzyma fantazje operatora, to mu się spodoba!” — skonstatował jeden z młodych krytyków tuż po seansie.  Cóż — praca operatora w „Chevalier” faktycznie nie jest pozbawiona animuszu, ale dzięki temu przydaje wszystkiemu smaczku. Spokojna kamera i pastelowe barwy greckiej przyrody to doskonały kontrast dla grupki starszych panów, którym stopniowo coraz bardziej odwala. Fantastycznie prosta historyjka staje się komentarzem dla naszej pogoni za doskonałością i uzależnieniu od opinii innych. Z komediodramatycznnego klimatu subtelnie, acz wymownie wyłania się farsa na naszą pogoń za sukcesem. Pogonią za sławą, nieustanną licytacją i rywalizacją. Fakt, że reżyserką jest kobieta przydaje „Chevalier” genderowego wymiaru, ukazując dziwaczny świat facetów.

Z kolei doskonałe zakończenie cudownie igra z narastającym w nas napięciu, że wszystko może zmierzać do paskudnego finału. Choć w końcówce bohaterowie odwołują się do ojców narodu z powstania narodowego 1821-30, bańka patosu zostanie uroczo przebita. A my nadal będziemy oczarowani lazurem wody, prostotą historii i poważną zagwozdką, czy i my czasem nie gramy na co dzień o pierścień Chevalier.

* * *

Polskim akcentem w tej filmowej podróży były „Zjednoczone Stany Miłości”, którymi przywitałem ostatni dzień w Łodzi. Najnowszy film Tomasza Wasilewskiego zasługuje jednak na osobny post…

Słoń

20161008_192422

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s