Boska Florence: DOBRY film do rechotania

tumblr_o2p441zCFR1qcd8z7o1_500.gif

Już w pierwszych minutach filmu stwierdziliśmy, że nasze mamy świetnie będą się na tym bawiły (co jest dużym komplementem dla filmu – zarówno Mama Rybka, jak i Mama Słoń mają doskonałe poczucie humoru). Okazało się, że niedaleko padają jabłka od jabłoni: i my śmialiśmy się do rozpuku – ja dawno tak się w kinie nie uśmiałam, a Współautor dostał takiego ataku śmiechu, że rechotał długo po seansie i o mało co nie spadł ze schodów w Pałacu pod Baranami. A śmieszne było dlatego, że w odpowiednich chwilach wcale śmieszne nie było. 

Florence_Foster_Jenkins_(film)

Florence Foster Jenkins

Wielka Brytania 2016

reż. Stephen Frears scen. Nicholas Martin

wyk. Meryl Streep, Hugh Grant, Simon Helberg

Florence Foster Jenkins zasłynęła jako osoba, która prawdopodobniej najgorzej śpiewała najtrudniejsze partie operowe. Płyta z jej niezwykle komicznie złym piskiem jest jednym z najlepiej sprzedających się nagrań z Carnegie Hall. Film, który przedstawia historię jej powrotu na scenę i dążenia do wystąpienia w tej jednej z najbardziej prestiżowych sal koncertowych nie jest jednak prześmiewczy.

Meryl Streep przedstawia tą z pozoru zupełnie niedorzeczną milionerkę w taki sposób, że sami mamy ochotę chronić ją przed opinią publiczną, jak jej mąż (fenomenalny Grant) i akompaniator (Helberg, który rzeczywiście akompaniował Streep!). To prawda, że śpiewała komicznie – prawie udawało jej się nie zafałszować, ale to prawie czyni pisk jeszcze bardziej rozweselającym – natomiast widać, że naprawdę kochała muzykę; że była życzliwa i naprawdę urocza, a wbrew pozorom wcale nie miała łatwego życia. To, że w środowisku muzycznym Nowego Jorku stała się postacią wręcz kultową musiało wynikać nie tylko z absurdalnie komicznego braku zdolności, ale i ze szczodrości, pasji i uroku osobistego. Prawdę mówiąc śmiejemy się bardziej z sytuacji (i min Helberga),  a nie z głównej bohaterki.

Florencefirststill-large

Hugh Grant nie gra już rozmemłanego amanta, tylko w bardzo zniuansowany sposób (sam przyznał, że tu wychodzi mu „mniej źle niż zwykle”) ciekawą i niejednoznaczną postać młodszego męża Florence, który od dwudziestu pięciu lat troskliwie opiekuje się żoną, przekupuje krytyków, kładzie ją spać, wspiera jej pasje, dba o ciągły zapas kanapek i sałatki ziemniaczanej… a wieczorami wraca do mieszkania (opłacanego z resztą przez Florence) młodszej dziewczyny. Z początku  widzimy go, jako niespełnionego aktora, który wykorzystuje majątek zamożniejszej żony… Później dochodzi do nas, że oglądamy ładny film o ciekawej i rozbrajająco uroczej miłości.

Elementy farsy i groteski równoważone są poważniejszymi wątkami. Film pokazuje śmieszne i tragiczne aspekty tej historii i zdaje się zadawać pytanie: czy tyle pragnienie, aby stworzyć dla jednej kobiety (i jej otoczenia) „takie wspaniałe życie” usprawiedliwia okłamywanie jej.

florencefosterjenkins6.jpg

Równocześnie mamy ciekawe zestawienie różnych światów: dogorywającą nowojorską socjetę z eleganckimi przyjęciami, klubami dobroczynnymi i „herbatkami”, roztańczoną bohemę oraz nie aż tak okiełznanych żołnierzy, którzy po koszmarach frontu znajdują wytchnienie w śmianiu się z pienia Florence. Tu muszę pogratulować tłumaczce radzenia sobie z jednej strony z terminologią muzyczną i kwiecistymi wypowiedziami eleganckich postaci z dobrego towarzystwa, szybkimi dialogami „cyganerii” a mniej eleganckimi komentarzami publiczności (Współautor każe przypomnieć dosadne stwierdzenie jednego z obecnych na koncercie  żołnierzy: „Pitoli, jak moja matka!”, po którym dostał ataku śmiechu).

W skrócie: DOBRA rozrywka — jest śmiesznie (ale nie paskudnie -śmiesznie). Zabierzemy na to mamy, jeszcze raz się pośmiać mamy [to ostatnie dopisał Współautor].

Rybka

P.S. Chcę być taką Florence na starość: zwłaszcza z młodszym małżonkiem z głosem Hugh Granta, który by mnie rozpieszczał i chronił od rozczarowania…

P.P.S. Współautorka sama stwierdziła, że na starość będzie jak Florence. Współautor tylko czeka na sałatkę ziemniaczaną spożywaną w towarzystwie baroness… (S)

fnd_mc_florencefosterjenkins.jpg

7 thoughts on “Boska Florence: DOBRY film do rechotania

  1. Dobrze przeczytać, że Hugh Grant nie gra rozmemłanego amanta, bo jego ostatni ‚amantowski’ film mnie nie zachwycił. Chyba nie da się grać tej samej roli do końca życia.
    I dobrze wiedzieć, że mogę ten film mamie proponować. Bo się łamała, czy obejrzeć.

    • A który był jego ostatnim „amantowskim” filmem? Straciłam rachubę! Według mnie on najlepiej wychodzi wtedy, gdy pozwalają mu grać trochę inną postać (albo pilnuje go ang lee i emma thompson…). Tak, to idealny film na wypad z mamą:)

      • Ostatni był chyba „Scenariusz na miłość” i nie powiem, żeby zrobił na mnie wrażenie.
        A w jakimś filmie wyszedł wg ciebie najlepiej?

      • No, wiem że widziałam, ale wyparłam! Oj, trudno powiedzieć. Prawdę mówiąc tu najbardziej, ale lubię go jako paskudnika z Bridget Jones i zaśmiewam się, jak śpiewa w „Music & Lyrics”.

      • A no fakt, w Bridget Jones był niezły. Ja mam jeszcze słabość do niego jako dziwnego premiera z „To właśnie miłość”.

  2. Pingback: DOBRY film: Bridget Jones 3 | Dobry Film, Zły Film

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s