ZŁY film: Jason Bourne

teaser-trailer.com

Matt Damon nie wystąpił w czwartym filmie z cyklu o superagencie Jasonie Bourne. „Dziedzictwo Bourne’a” z 2012 r. było słabe i mocno naciągane, nie pomógł ani Edward Norton, ani Jeremy Renner (ok, wyzłośliwiam się trochę z Rennerem, bo bardziej mi on pasuje w rolach niefortunnych bohaterów niż sjerjoznych zabijaków…). Kiedy zatem okazało się, że Matt Damon wraca, pojawiła się nadzieja, wsparta obiecującym zwiastunem. Niestety, najnowsza produkcja inspirowana prozą Roberta Ludluma jest potrawą wyjątkowo ciężkostrawną, a plask dłoni opadającej na moje czoło po seansie, jaki wyjątkowo głośno rozszedł się po sali kinowej, niech będzie najlepszym świadectwem tego, co musiałem przeżyć… 

Jako że film jest dosyć śmieszny, jeśli chodzi o niektóre rozwiązania fabularne, a i chcę was do niego zniechęcić, pozwalam sobie na zdrady tego kto i w jakich okolicznościach ginie. Czyli spoiler alert na pełnej mocy!

Jason Bourne

USA, 2016

reż. Paul Greengrass, scen. Paul Greengrass, Christopher Rouse

wyk. Matt Damon, Tony Lee Jones, Alicia Vikander, Vincent Cassel

Jeśli jest jakaś alternatywna rzeczywistość, gdzie jutjuberzy robią dziesięciogodzinne przeróbki filmów, to „Jason Bourne” powinien się z pewnością tam znaleźć. Rozwlekła akcja goni akcję, rozwałka siana jest tak gęsto, że dziwimy się, jak to możliwe, że Las Vegas czy Ateny jeszcze stoją. Dzieje się niby dużo, ale w sumie z wszystkiego przeziera banalna konstrukcja. Sceny pościgów dłużą się jak niedzielny obiad u gnuśnej ciotki (ja takowej nie mam!) Schemat: ucieczka-namierzenie-„Wyślijcie w pole naszych agentów!”-rozwałka, jest irytujący, nudny i do bólu powtarzalny. Dwie godziny trwają jak wieczność, a po tym, gdy odpowiednie osoby zostaną uśmiercone i właściwie jest już pozamiatane, czeka nas jeszcze jedna bójka. 

Rozwalający od strzała napakowanych Serbów na granicy albańsko-greckiej Bourne nader długo użera się z podstarzałym Francuzem. Wyjątkowo brutalna scena aż się prosi o aluzję do „Nieodwracalnych”, bo lęk, że twarz Vincenta Casselsa zostanie zmasakrowana paroma uderzeniami gaśnicy, czemu przyglądać się będziemy z bliska, jest wysoce uzasadniony.

Monica Bellucci znowu by źle spała.

(Ja i tak się nie wyspałem po seansie, nie żeby mnie film tak ztraumatyzował, tylko te pałki o pierwszej w nocy zaczęły w końcu grać na Olimpiadzie w szczypiorniaka…)

www.ew.com

Coby dodać temu wszystkiemu artyzmu i dramatyzmu, operator stroni od ostrych ujęć i często raczy nas nazbyt usilnymi zbliżeniami (wjedzie do nosa czy nie?). Patrzałki bolą, gdy próbujemy nadążać za scenami, za które naprawdę mnóstwo kasy zdobył konsultant od sztuk walki.

Akcja toczy się w kwartecie bohaterów. Zagubiony na Bałkanach Jason Bourne (Matt Damon) zostaje wciągnięty do grzebania w swojej przeszłości przez byłą koleżankę z agencji (rządowej!) Nicky Parsons (Julia Stiles). Gdy Bourne się ujawnia w Atenach, mieście które tonie w chaosie demonstracji antyrządowych (tak, to jest kino z cyklu „W podróży dookoła świata”), zaczyna go ścigać CIA. Szef, Robert Dewey (Tomy Lee Jones), chce go ukatrupić, bo Bourne za dużo wie; jeden z Agentów (Vincent Cassel) ma osobiste porachunki (jakby mnie kumpel wystawił tak, że przez dwa lata miałbym siedzieć w syryjskim więzieniu, moje chrześcijańskie miłosierdzie też byłoby wystawione na dużą próbę), a młódka Heather Lee, (urodzona 2 dni przede mną Szwedka Alicia Vikander, znana z „Ugotowanego” czy „Fifth Estate”), która nadzoruje polowanie — bo musi.

Lee nie jest jednak w ciemię bita i choć na jej twarzy próżno znaleźć jakiekolwiek emocje (ach ci Skandynawowie!), szybko orientuje się, że może warto by było najpierw pogadać z byłym agentem Bournem. Bo — jak wyczytuje w jego aktach — nie znajdzie on spokoju ducha poza Agencją (WTF?), a jego zarobkowanie na nielegalnych walkach, wskazuje, że faktycznie chłopak się nie może odnaleźć. Niemniej gdyby mój pracodawca raz po raz wysyłał by za mną armię zabijaków zastanowiłbym się przynajmniej dwa razy nad propozycją powrotu. Sam zaś na miejscu pracodawcy najpierw bym pogadał, a potem nasłał legion SWAT.

media2.s-nbcnews.com

Między tym wszystkim przewija się potentat branży mediów społecznościowych, Aaron Kalloor (Riz Ahmed z „Wolnego Strzelca” czy „Uznanego za Fundamentalistę” [OK, „Radykał mimo woli” brzmi lepiej!]), który próbuje się wywinąć z kleszczy wywiadu. Po co jest ten wątek — nie za bardzo wiemy, no może poza tym, żeby pokazać, jak złym szefem jest Dewey. Bo Kalloor tak się wywija, że postanawia opowiedzieć o swoich układach z CIA urbi et orbi, co doprowadza do paskudnie złego planu  Deweya, by odstrzelić go na wielkim konwencie w Las Vegas.

Razem z… Lee.

Która przeżyje, ale broniąc Bourne’a zastrzeli swojego szefa…

Po czym przyjdzie następnego dnia, jak gdyby nigdy nic do pracy.

Hm.

Tak złe, że aż dziw bierze, iż w trakcie czytania scenariusza nikt nie popatrzył na wszystkich dookoła i powiedział: „Chłopaki, przecież to się kupy nie trzyma!”.

Słoń

static.srcdn.com2

One thought on “ZŁY film: Jason Bourne

  1. Renner to ten gość, co sprzedawał zioło nastolatkom w serialu „Louie”?😀

    Dzięki za ostrzeżenie!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s