Dobry film: Where to Invade Next?

i.ytimg.comKontrowersyjny Michael Moore powraca. Nie dajcie się jednak zwieść, nie jest to — jak się wydaje po tytule, a co też sugerują niektóre informacje prasowe — opowiastka o przemyśle wojskowym, imperializmie, czy tym, co się stanie ze Stanami jak wygra Donald Trump (jego ostatnia wypowiedź, że Belgia to fajne miasto powoduje, że można się trochę obawiać o racjonalność amerykańskiego wyborcy prawicy…). To znaczy tak, to wszystko znajduje się w najnowszym dokumencie twórcy „Zabaw z bronią”, ale raczej w tle. Dla podróży, jaka ukazuje, że Stany to nie wzór do naśladowania, ale nieraz dziwny wyjątek od reguł cywilizowanego świata…

Where To Invade Next?

USA, 2015

reż. i scen. Michael Moore

Dwa kraje na świecie nie mają płatnego urlopu macierzyńskiego — Papua Nowa Gwinea i… Stany Zjednoczone. Dlatego gdy Moore rozmawia z parką Włochów, którzy wymieniają po kolei kolejne przywileje socjalne i ilość wolnego, jaka im przysługuje (oprócz urlopu macierzyńskiego, wolne na okoliczność wesela oraz trzynasta pensja na koniec roku), Amerykanin prawie spada z krzesła. Podobnie się dzieje, gdy odwiedza słoweńskie uniwersytety, gdzie studenci nie są zadłużeni; norweskie więzienia, jakie więcej mają z pensjonatów niż twierdz systemu penitencjarnego; czy islandzkiego prokuratora, który ścigał bankierów, jacy swoimi decyzjami doprowadzili kraj do ruiny.

Poprzez tytułową inwazję Moore rozumie intelektualną podróż w poszukiwaniu rozwiązań, jakie dramatycznie potrzebne są Stanom. Spotyka się z ludźmi i rozmawia o wybranych aspektach organizacji społeczeństwa, które jego zdaniem są lepsze i efektywniejsze. By utrzymać się w chwytliwej koncepcji najazdu, za każdą wizytą wbija amerykańską flagę, oznajmiając, że zabiera ze sobą ten czy inny pomysł. Jest to zatem przewrotne obrócenie wszystkiego do góry nogami — dumy, kolonialny gest symbolicznego zajęcia jakiegoś terytorium, staje się tutaj uznaniem swojej niższości i oddaniem szacunku dla skuteczniejszych rozwiązań, przed którymi Ameryka uparcie się broni. Ku swojej szkodzie.

830701-D-9880W-001

Zdjęcie szefów wojska USA w 1983. To ci panowie dostaję prawie połowę podatków Amerykanów.

Film skrzy się od humoru i gagów, jak wtedy przed przyjazdem do Niemiec informacja o kraju zawiera stwierdzenie „poczucie humoru: zero”, a na stwierdzenie prezydenta Słowenii (tak, jest żart ze Słowacji, a właściwie — amerykańskiej znajomości geografii), że w ichniejszym alfabecie nie ma litery „W”, dokumentalista dopytuje się, czy to z powodu George W. Busha. Za którym — jak wiemy — Moore nie przepada. Dużo humoru jest spontanicznego, jak choćby reakcja dzieci zajadających w stołówce najbiedniejszej szkoły w najbiedniejszym regionie Francji zdrowe frykasy, na katastrofalnie paskudne menu swoich amerykańskich rówieśników.

Where to Invade Next” ma oczywiście trochę uproszczeń, bo czemu akurat darmowej edukacji wyższej reżyser szuka w Słowenii? A na długowieczność Włochów wpływ ma nie tylko ilość wolnego w roku. Moore nie ukrywa swoich politycznych sympatii i wyborów, co dla niektórych też może być problemem, ale chyba nikt się nie spodziewa, że reżyser zrobi film dla prawicowej publiki? Choć „Where to Invade Next” jest de facto próbą przekonania tych, którzy alergicznie reagują na słowo socjalizm czy opieka społeczna. Największe krytyka idzie jednak od bohaterów opowieści, którym Moore daje możliwość skierowania przesłania do Ameryki. I właśnie Islandka rzeczowo argumentująca, dlaczego nie chciałaby, żeby Amerykanin był jej sąsiadem, jest jednym z mocniejszych momentów filmu.

mountainx.com

Dla reżysera szokiem jest, że właściwie niemal wszyscy jego goście mówią, iż dane rozwiązanie wzięli z… Ameryki. Film idzie zatem dalej niż Tunezyjka oskarżająca Amerykanów o brak zainteresowania światem dookoła (niecała połowa Amerykanów ma paszport!) i kulturą innych krajów. Okazuje się bowiem, że nie dość, że kraj nie potrafi skorzystać ze skutecznych praktyk innych (choć umówmy się, że prosta implementacja reguł zza granicy nie zawsze się sprawdza — spytajcie rosyjskich demokratów) to marnuje swój — dalej gigantyczny — potencjał.  I właśnie to jest nadzieją na przyszłość.

Choć spacer wzdłuż Berlińskiego Muru jest brutalnym przypomnieniem, że niektóre rzeczy, które wydają się niewyobrażalne, mogą się zmienić z dnia na dzień, momentalnie grzebiąc największe imperia.

Klasyk mawiał, że najniebezpieczniejszy moment dla złego rządu to ten, gdy zaczyna się reformować.

Ale najpierw poczekajmy na ósmego listopada.

Współautor

giphy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s