Dobry film z Pruszkowem: X-men. Apocalypse

static1.squarespace.comBez bicia się przyznaję, że to sumienne oglądanie kolejnych odcinków kreskówki o X-Menach na kanale Fox Kids w latach młodzieńczych umożliwiło mi w miarę ogarnięcie się w ostatnich przygodach podopiecznych profesora Xaviera. Ostatnie 16 lat mojego życia, w trakcie których ukazało się siedem filmów z tego świata (wliczając tegoroczne widowisko), upłynęło pod znakiem jednak trochę innych tytułów. Niemniej przez wcześniejsze szkolenie ze świata X-menów uważam, że filmowi zarówno humorystycznie daleko do oryginalności „Deadpoola” jak i dobra kreskówki. Nie brak mankamentów, które nie wiem, na ile przysłaniają tę solidną dawkę rozrywkowego kina z gatunku płaszcza i szpady z adamantium.

X-Men: Apocalypse

USA, 2016

reż.  Bryan Singer, scen. Simon Kinberg

wyk. Michael Fassbender, Jennifer Lawrence,

I co się tutaj nie dzieje. Apocalypto (Oscar Isaac), który po długich latach letargu budzi się w swojej grocie w Egipcie, zbiera swoich Czterech Jeźdźców Apokalipsy i rusza na misję zniszczenia świata. Pomaga mu w tym Żyd polskiego pochodzenia — Magneto aka Eric Lensherr (Michael Fassbender). Eric tuła się po świecie po opuszczeniu szkoły profesora Xaviera (tutaj James Mc Avoy), do której trafił, jak rozpoznał w sobie naddnaturalne umiejętności. W końcu wraca do Polski, Pruszkowa (nie, tytuł recenzji nie nawiązuje do porachunków mafijnych!), gdzie po godzinach harówki w hucie (ze swoimi magnetycznymi zdolnościami czuje się tamjak ryba w wodzie!), odpoczywa w sielskich okolicznościach przyrody ze swoją rodziną, albo je zupę u niewdzięcznego Czesława. Tam odnajduje go przedwieczny Zły, wspomniany Apocalypto, który po krótkich negocjacjach przekonuje Erica do dołączania do dzieła zagłady.

W tym samym czasie do szkoły dla tzw. „specjalnie uzdolnionych” wspomnianego Xaviera trafi nowy podopieczny, Scott aka Cyklop (Tye Sheridan). Na miejscu pozna uroczą Jane Grey (Sophie Tutner), współczesną inkarnację dr. Jekylla/Mr. Hyde’a czyli naukowca Hanka Mc Coya (Nicolas Hout) czy paradującą od czasu do czasu na golasa, choć skąpaną w błękitnym kolorze swojej skóry Jennifer Lawrence (tutaj jako Raven/Mystique). Do całej paczki dołączy wkrótce niemiecki mutant Nightcrawler (Kodi Smith Mc Phee), gdzieś w tle przemknie Wolverine (Hugh Jackman), a jeszcze szybciej pojawi się Quicksilver (Evan Peters, chyba najlepsze momenty filmu!). Cała paka (z wyjątkiem nieokrzesanego Logana, który szybko czmychnie w zimowy las) będzie musiała stawić czoło rozgoryczonemu Magneto, zasysającego metal z całego świata, oraz samemu Apocalypto, czyniącego z Egiptu rozpierduchę większą niż Amerykanie, Arabska Wiosna i Daesh razem wzięte.

static1.gamespot.com

Mnogość wprowadzonych postaci oraz ich liczne perypetie trochę zrzucają na dalszy plan konflikt między Xavierem a Magneto o to, czy na Ziemi jest miejsce dla mutantów. Wątek w sumie jak ważny w dzisiejszym świecie, gdzie mutantem jest tzw. Inny, nie pasujący do utartych norm naszego świata. Presja na wybuchową końcówkę, do której zmierza najważniejszy konflikt, między Xavierem a nihilistą Apocalypto, staje się tutaj kompozycyjną dominantą, przysłaniają to, co w filmie mogło być najciekawsze.

Niemniej w dużym stopniu jest to też opowieść o młodości, związaną z nią odpowiedzialnością  i akceptowaniem siebie. Jakby młodzi mutanci, uosabiali oczekiwania i marzenia całej generacji millennialsów, cierpiących na rozliczne dylematy (z angielskiego można by się pokusić o neologizm dillennial), a burza hormonalna nie była wystarczającym przeżyciem. Bo nasi bohaterowie muszą się też zmierzyć z tym, że ich wzrok rozwala w drobny mak drzewo stojące po drugiej stronie jeziora, albo że słyszą myśli wszystkich dookoła.

Na poziomie fabuły, znacznie ważniejsza jest postać Magneto. Apocalypto trzeba zniszczyć i koniec. Tymczasem działający w szale gniewu Magneto jest dawnym przyjacielem i uczniem Xaviera. On najbardziej uosabia dramatyczny dylemat dotyczący miejsca mutantów we współczesnym świecie. Podjąć próbę koegzystancji (Magneto próbował już dwa razy, z bardzo mizernym skutkiem), czy postawić wszystko na jedną kartę i dać w kość mogulom. Niesmak po epizodzie w Pruszkowie okaże się duży, dlatego gimbaza obdarzona supermocami rozprawić się będzie musiała zarówno z nawiedzonym Apocalypto jak i jakoś sensownie dogadać się z rozhisteryzowanym Polakiem zasysającym metal z całej planety.

screenrant.com

Dla dodatkowego smaczku wszystko osadzone jest w latach 80. zeszłego wieku, co najlepiej uwidacznia się w scenach z wyjątkowo oldskulowo odzianym i ostrzyżonym Quicksilverem, namiętnie grającym w Pacmana. W ogóle z całej tej młodej paki Peters jest chyba najwyrazistszą postacią. Fassbender radośnie mówi po polsku, ale gdy przeżyjemy pierwszy spazm śmiechu otrzymujemy świetnego, acz przewidywalnego Magneto. Co ciekawe, blado (choć na niebiesko!) i dramatycznie wygląda Jennifer Lawrence, której brakuje werwy Joy.

Cała reszta właściwie jedynie zaznacza swoją obecność i to chyba najbardziej zawodzi, szczególnie biorąc pod uwagę ilość postaci szwędających się po drugim planie. Współpracownicy Apocalypto to właściwie statyści. Znana z „Newsroom” Olivia Munn (tutaj Psylocke) prawie nic nie mówi; intrygująca z początku Storm (Alexandra Shipp) jak i lubujący się w mocnych trunkach Anioł (Ben Hardy) też grają niemal epizodyczne role. Jakby twórcy poszli w ilość, odpuszczając na jakości. Ciężko mi stwierdzić, na ile te młodsze twarze są słabawymi aktorami, a na ile są uwięzieni w skondensowanym scenariuszu.

Do tego nad całością unosi się defetystyczna melancholia Magneto i Mystique, przykrywając optymizm Xaviera i odbierając dużo pola dla potencjalnych żartów. O które się wręcz prosi, biorąc pod uwagę niezwykłe zdolności bohaterów osadzonych w szkole profesora. A gagi z Xaviera nie kryjącego się z uczuciem wobec agentki CIA Moiry MacTaggert (Rose Byrnes) są jakby wzięte z komedii klasy B. Zdecydowano się jednak pójść w bardziej poważną stronę, na czym wszystko zdecydowanie traci.

cdn0.vox-cdn.com

Pamiętam, że dziecięciem będąc, motyw z Apocalypso i nieoczekiwanie dużą rolą, jaką przyszło odegrać Jane Grey w walce z nim w kreskówce, wywoływał u mnie dreszcze i poważny egzystencjalny niepokój. Apokaliptyczność i dystopia planu zniszczenia planety zdawała mi się wtedy bardziej przerażająca i realna, niż jak teraz oglądałem film. Może to inflacja motywów końca świata oraz efektów specjalnych we współczesnym kinie rozrywkowym? A może z wiekiem utraciłem wrażliwość…?

Zatem: DOBRE. Ale jednak…

Słoń

One thought on “Dobry film z Pruszkowem: X-men. Apocalypse

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s