High-Rise: film ŁADNY, ale czy DOBRY?

bf3445dcd021fcab087c04cf78532057

Z dużym opóźnieniem zabrałam się za High-Rise, a gdy już udało mi się go zobaczyć, długo zajęło zebranie mi myśli. Nie lubię oglądać adaptacji przed przeczytaniem oryginału (wiecie, ile książek dzięki temu przeczytałam?), ale dopiero wczoraj udało mi się zabrać za powieść Ballarda. To ciekawe, że film, który chwilami mnie strasznie nużył (nawet się chyba zdrzemnęłam podczas seansu…) i tak zachęcił mnie do lektury, choć tak naprawdę pchnął mnie do tego artykuł o problemach w ekranizowaniu Ballarda tuż po ogłoszeniu, że mają to kręcić. Nakręcone dzieło jednak wywołało u mnie pewną irytację – pomimo ciekawych rozwiązań, czegoś tam brakuje…

( poniżej minimalne spoilery co do pierwszej linijki powieści)

hiddleston-xlarge_trans++3hVEJul2WVJXEjB3JWusSHndML-fnbpvlkWcWvKdhwU

Ten moment, kiedy nie wiedziałeś o obowiązującym dress-code

High-Rise

Wielka Brytania, Irlandia, Belgia 2015

reż. Ben Wheatley; scen. Amy Jump (na podstawie J.G. Ballarda)

wyk. Tom Hiddleston, Sienna Miller, Jeremy Irons, Elizabeth Moss, Keeley Hawes, Luke Evans

 

Na samiutkim początku książki (tyle przeczytałam) doktor Laing siedzi na balkonie tytułowego drapacza chmur, je psa i rozmyśla nad wydarzeniami ubiegłych trzech miesięcy.

Cała historia jest prosta i — w dzisiejszym natłoku dystopii i anty-utopii — dobrze znana. Mamy czterdziestopiętrowy wieżowiec, w którym są mieszkania i wszystko, czego mieszkańcy mogą potrzebować: supermarket, szkołę, basen, sale gimnastyczne, itp. Niby wszystko jest dla wszystkich, ale okazuje się, że mieszkańcy wyższych pięter gardzą tymi z niższych i nie zapraszają „gorszych” sąsiadów na swe wykwintne maskarady, a sami nie są mile widziani na mocno zakrapianych i oprószanych kokainą prywatkach poniżej. Główny bohater jest — dosłownie — pośrodku. Powoli podziały i niesnaski pomiędzy „klasami” czy też „piętrami” się pogłębiają i wszystko przeradza się w chaos — szalony, zdegenerowany, groteskowy, orgiastyczny i krwawy kinderbal; upadek obyczajów, a może cywilizacji?

High-Rise-film

Chcę mieć taką sukienkę!

Bardzo mi się podobało, że twórcy nie modernizowali tego, dalej wszystko odbywa się w latach siedemdziesiątych. Jesteśmy przyzwyczajeni do dystopijnych opowieści dziejących się w bliższej lub dalszej przyszłości, taki „retro-futuryzm” ogląda się ciekawie (choć nie zawsze przyjemnie). Dodatkowo męskie fryzury i zarost tego okresu są świetnym elementem humorystycznym. Swoją drogą, to ciekawe: dzięki obecnemu „powrotowi szalonych lat siedemdziesiątych” w modzie damskiej, kostiumy bohaterek wydają się dość aktualne, w przeciwieństwie do strojów i fryzur postaci męskich. Tu tylko Hiddlestonowi i Ironsowi pozwolono występować w stosunkowo twarzowych fryzurach, a tylko ten pierwszy (o ile nie hasa na golasa) nosi neutralny garnitur lub fartuch. Inni panowie noszą dzwony, komiczne haweloki, mają przydługie kudły, wąsiska i baczki.

HighRise6

Ach, te PKSy…

W tle różne aranżacje S.O.S. ABBY. Z ust każdego wisi pet, w rękach każdej dłoni tkwi kieliszek (jak to się dzieje, że choć brakuje im jedzenia do tego stopnia, że jedzą zwierzęta domowe, alkoholu zawsze starczy?).

Każdy kadr zrobiono aby zachwycić lub zszokować (najpierw zamykałam oczy nie z nudy, tylko z niechęci do oglądania zdzierania skóry z głowy). Problem w tym, że ten film wyłącznie pokazuje — nic nie opowiada. Składa się głównie z montaży krótkich ujęć lub długich przejść przez różne części budynku. Widzimy bohaterów, ale żadnego nie poznajemy, na nikim nam tak naprawdę nie zależy (poza bohaterką jak zawsze świetnej Elizabeth Moss i małym chłopczykiem czytającym o ocelotach). Kiedy już mamy jakiś dialog, jakąś dłuższą scenę pomiędzy bohaterami jest super, ale problem w tym, że to wysepki w potoku w zamierzeniu dynamicznych montaży, których nadmiar wywołuje uczucie dłużyzny.

screen shot 2016-03-14 at 9.02.06 pm

Niby tak pilnowali, by wszystko było retro, a tu proszę: współczesna tablica z IKEI i zestaw playmobila z serii, która wyszła w połowie lat osiemdziesiątych (czemu ja to wiem?)

Film trwa dwie godziny, mamy świetnych aktorów, ale zamiast pozwolić im tworzyć postaci tylko patrzymy na balkony i korytarze i estetyczny bałagan (strasznie przypomina to to, co się dzieje na scenie „Wroga Ludu” w Teatrze Starym — swoją drogą po wyjściu ze spektaklu miałam podobne uczucie przesytu i pewnego rozczarowania mimo, że niektóre elementy bardzo mi się podobały).  Dopiero jeśli pobudzimy się pod koniec mamy ciekawe zestawienie prawie dahlowskiego horroru i groteski — szkoda, że tego nie nakręcił Wes Anderson.

W skrócie: Trochę DOBREGO, ale może jednak ZŁY? Mieszane uczucia miażdżone przez nudę i chwilowe przebłyski geniuszu.

Ryba

PS. Krakowiacy! Czy Wam też od razu przyszedł na myśl Szkieletor? Może nowy deweloper też postanowi urządzić tam utopię? Oczywiście mu się nie uda… Ale zawsze można wsadzić konia na dach.

PPS. Nie mam dnia z Keeley Hawes: najpierw Durrellowie, potem Line of Duty, teraz to. Nie narzekam..

220160417164857

Luke Evans skradał się, jak Gollum i Catherine Zeta-Jones w tym filmie z Seanem Connerym co coś chcą wykraść z Petronas Towers

 

 

4 thoughts on “High-Rise: film ŁADNY, ale czy DOBRY?

  1. Właśnie słyszałam o tym filmie, że idea jest znacznie lepsza niż wykonanie i teraz jakoś nie mogę się za niego zabrać.
    A jak książka? Dalej czytasz?

  2. Pingback: DOBRY film: Nice Guys. Równi goście. | Dobry Film, Zły Film

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s