DOBRY Kapitan Ameryka: Wojna Bohaterów

cdn-static.denofgeek.comPo wysadzeniu w kosmos bliżej nieznanej miejscowości Sokovii celem zniszczenia demonicznego Ultrona, bohaterowie z drużyny Avengersów tym razem muszą zmierzyć się z najgorszym przeciwnikiem — sobą samym. Konflikt między Kapitanem Ameryką a Tonym Starkiem narastał już w „Czasie Ultrona”, ale dopiero tutaj, w wyniku międzynarodowego oburzenia po fakapie w trakcie akcji w Lagos, otwierającej najnowszy film ze studia Marvela, bohaterowie popadają w otwarty konflikt. Problem zatem jak z „Batman kontra Superman” — dlaczego do cholery pozytywni bohaterowie walczą ze sobą?

assets.rollingstone.com

Captain America: Civil War

reż. Anthony and Joe Russo

scen. Christopher Markus, Stephen McFeely

wyk. Chris Evans, Robert Downey Jr., Scarlett Johansson

„Łubudubudu- Wybucha nowa wojna domowa!” Kością niezgody tym razem nie są „powody śmieszne i niewarte gry”, ale wielka międzynarodowa polityka. Oenzetowska rezolucja wzywająca superbohaterów do poddania się międzynarodowej kontroli, nakazuje im ujawnienie tożsamości a także oznacza poważne ograniczenie zdolności bojowych. Dla jednych (Stark) jest to nieunikniona konieczność, która w zaproponowanej formie nie jest najgorsza, bo i tak mogła iść zdecydowanie dalej. Dla innych (Steve Rogers/Kapitan Ameryka) — ograniczenie możliwości bojowych, jeśli nie faktyczny paraliż ich działalności. Rogers — jak na Amerykanina przystało — nie podpisuje rezolucji i tak dochodzi do eskalacji, gdy Stark staje po stronie międzynarodowego prawa. Grupa „patriotów” staje się de facto poszukiwanymi renegatami.

Jakby tego było mało, knujący za plecami wszystkich, tajemniczy szpieg z niemieckiej krainy, Zemo (Daniel Brühl) z chęcią podzieli się z bohaterami ich mrocznych sekretem z przyszłości. Rogers postanawia pomóc staremu druhowi, Buckiemu Barnesowi aka Zimowemu Żołnierzowi (Sebastian Stan), który ma — delikatnie rzecz ujmując — małe szanse być stać się przyjacielem Iron Mana, gdy ten dowie się od Zemo co Barnes zrobił na początku lat 90…

Rozstrzygnięcie tych dwóch konfliktów nastąpić może rzecz jasna w wyniku nierozstrzygalnej naparzanki między dwoma grupami, jaka — co wiemy — nie może przynieść żadnego rozwiązania. Pozostaje oddać się ekstazie akcji, która — co ciekawe — dosyć długo (by nie powiedzieć — za długo) się zbiera.

imgur.com

Oprócz znanych z poprzednich odsłon serii o drużynie Avengersów Nataszy Romanow/Czarnej Wdowy (Scarlett Johansson), Scarlet (Elizabeth Olsen) czy Falcona (AnthonyMackie) pojawia się wnoszący wiele komizmu Antman. Choć antyfanów Paula Rudda nie brakuje, to jego obecność przynosi humor, którym tak się skrzył film poświęcony temu superbohaterowi. Istotnymi dla całej fabuły są postaci tajemniczego Zimowego Żołnierza oraz Czarnej Pantery.

Dużym zainteresowaniem cieszyła się informacja o  Spidermanie, który zdecydowanie odbiega od wizerunku, do jakiego przyzwyczaił nas Tobey Maguire czy Andrew Garfield. Obsadzenie w roli człowieka-pająka młodziutkiego (19 lat!) Toma Hollanda i danie mu dosyć amatorsko wyglądającego kostiumu, wnosi do nieco posępnej całości (w końcu film o wojnie miedzy przyjaciółmi) dużo świeżości. Peter Parker jest tutaj rozgadaną gimbazą, podekscytowaną spotkaniem Kapitana Ameryki i samą walką, co jest źródłem wielu dobrych gagów. Jednak fakt, że bohater występuje jedynie w dwóch scenach, w których przyciąga najwięcej uwagi, daje poczucie pewnego braku balansu.

Krytyka i portfele kinomanów przyznają jednoznacznie, że jest to najlepszy film z cyklu. Ze świetnymi efektami, nagromadzeniem wątków i bohaterów, polityką i moralnością w tle, podróżami dookoła świata oraz klarownie nakreślonym konflikcie, eskalującym przez cały film, by dać finałową potyczkę w finale. Podkreśla się też zajebistą epickość sceny bitwy na berlińskim lotnisku, gdzie walczą wszyscy ze wszystkimi, a gigantyczny Antman potyka się o gąszcz pajęczyn Spidermana.

screenrant.com

Oczekiwania — przynajmniej moje — były chyba większe. Po epickiej scenie zamykającej czas Ultrona, z wzbijającym się w powietrze całym miastem, finałowa bójka — choć specjalnie tocząca się na bardzo małej i niezbyt spektakularnej przestrzeni syberyjskiego pustkowia — miałem poczucie jakiegoś niedosytu. Naparzanka na lotnisku faktycznie epatuje rozmachem, jest zrobiona świetnie, ale oglądając i ją czułem, że czegoś mi brakowało. Może żarty i żarciki rzucane przez bohaterów, szczególnie Spidermena, rozładowywały całe napięcie, stając w sprzeczności z powagą, tego co się dzieje na ekranie. Oto w końcu dawni przyjaciele, którzy razem ryzykowali życie na naprawdę pokręconych akcjach, teraz stoją po przeciwnych stronach barykady, bo pokłócili się o dokument podpisany przez 117 państw wzywający ich do respektowania prawa międzynarodowego i wzięcia na siebie odpowiedzialności. Jakby budując napięcie, jednocześnie je rozładowywano wywołując delikatną konfuzję.

Podkreśla się, że drugi — po „Batman kontra Superman: Świt Sprawiedliwości” — film o superbohaterach, którzy zamiast walczyć ze złem i występkiem, naparzają sami siebie, zdecydowanie lepiej radzi sobie z uzasadnieniem konfliktu między nimi. Dwunasty film studia Marvel sensowniej nakreśla źródła bratobójczej walki. Jednak pod względem wizualnym znacząco odstaje od filmu Zacka Snydera, który z kolei bardziej urzekał mrokiem, napięciem i atmosferą.

Patrząc też na to, jak spokojnie rozwija się cała akcja „Kapitana Ameryki: Wojna Bohaterów”, miałem poczucie, że jest za długo. Nie powiem, że się nudziłem, ale 2,5 godziny zleciały mi chyba zbyt wolno.

Fani są zachwyceni. Entuzjazmu nie podzielam.

Słoń

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s