DOBRY film o przekładzie: Piękna zdrada

102798-264.jpg

Jak to ująć? Czy to po polsku angielsku?

Widzieliśmy wiele filmów o lekarzach, pisarzach, prawnikach, bohaterka co drugiej komedii romantycznej pracuje w galerii sztuki, w redakcji czy w jakiejś złowrogiej korporacji, z której uwolni ją podążanie za pasją i mężczyzną swego życia. Dotychczas brakowało mi natomiast filmu o tłumaczach, zwłaszcza pisemnych (praca tłumacza ustnego — choć niezwykle trudna i stresująca częściej pada ofiarą żartów z „wpadek” nieszczęśnika w kabinie). Teraz wreszcie mamy niezwykle ciekawy obraz pracy tłumacza, a właściwie tłumaczki, mistrzowsko zagranej przez Tildę Swinton, która najpierw musi się zmierzyć z dziełem, a potem z tłumaczonym autorem.

2016-03-31 19.01.26.jpg

Czy to biurko tłumaczki nie jest zbyt czyste?

A Beautiful Treachery

Wielka Brytania/Francja 2016

reż. i scen. Praxed Etelby-Akepiluk

wyk. Tilda Swinton, Hugh Laurie, Kad Merad, Oscar Isaacs, Miriam Margolyes, Javier Gutiérrez, Stephen Fry

Zaczyna się przy biurku. Irene (Swinton) próbuje przebrnąć przez tłumaczenie powieści  Les espiègleries de cet âge znanego francuskiego pisarza, Jean-Marca Hideux (Laurie, który fenomenalnie mówi po angielsku z francuskim akcentem z subtelnością Petera Sellersa w Różowej Panterze czy całej obsady ‚Allo, ‚Allo). Widzimy francuskojęzyczne sceny „oryginału” na przemian z wciąż zmienianymi scenami „przekładu”. Co ciekawe, te dwie wersje są ciut różne: w angielskim przekładzie otoczenie być może jest „ładniejsze”, ale brakuje mu kilku szczegółów, francuskie wnętrza są bardziej zagracone, wreszcie bohaterowie grani są przez innych aktorów. W „oryginale” w roli głównego bohatera powieści widzimy Lauriego i słyszymy Merada,  w „przekładzie” natomiast widzimy Merada, słyszymy piękną angielszczyznę Lauriego. Równocześnie słyszymy rozterki tłumaczki (tym razem pozwolono Swinton wreszcie mówić własnym szkockim akcentem) oraz zgryźliwe uwagi redaktorki (przecudowna Margolyes).

403835-120204-margoules.jpg

Czujna redaktorka = ostatnia deska ratunku tłumacza!

Druga część filmu rozgrywa się przede wszystkim na pewnym niebotycznej klasy festiwalu literackim, na którym tłumaczka wreszcie poznaje autora „swoich” książek. Jej wyobrażenia na jego temat wyrobione przez wielogodzinne ślęczenie nad jego prozą okażą się niekoniecznie prawdziwe (Laurie grając Francuza bawi się wybornie robiąc to, co Anglicy lubią najbardziej, czyli wyśmiewając się z żabojadów). W dodatku spotyka ją najgorszy koszmar każdego tłumacza: autorowi oryginału wydaje się, że zna język przekładu, przeczytał i bzdyczy (czyżby przytyk wobec niekoniecznie lubiącego swych tłumaczy Kundery?). Sceny świetne, acz przerażające — odetchnęłam z ulgą na myśl, że autorka tłumaczonej przeze mnie właśnie książki nie żyje od prawie 80 lat. Ich rozmowy prowadzone podczas spacerów po Edynburgu są i śmieszne, i niezwykle interesujące. Rozmawiają o tradycjach literatury francuskiej i anglojęzycznej, o relacjach między nimi, jak i o samym procesie pisania i przekładu. W końcu zaczyna zawiązywać się pomiędzy nimi pewne porozumienie…

ts-1.jpg

Czy nagrodę powinien dostać pisarz, czy jego tłumaczka?

Poza głównym wątkiem tłumaczki i pisarza mamy jeszcze kilka uroczych „festiwalowych” wątków. Najbardziej uroczy jest ten, w którym tym razem „ustny” tłumacz hiszpańskiego (Isaacs) musi tłumaczyć nawzajem dwóch bardzo nielubiących się (a równocześnie nierozumiejących się nawzajem) pisarzy: wesołego hiszpańskiego noblistę (Gutiérrez) oraz zgryźliwego angielskiego nie-noblistę (Fry). Nieszczęsny tłumacz za wszelką cenę próbuje nie dopuścić do rękoczynów (niestety w pewnym momencie pisarze biją jego zamiast siebie nawzajem).

hqdefault.jpg

Scena z tłumaczonej „książki”, wersja francuska. Magia kina i niezmordowani charakteryzatorzy  fenomenalnie odmłodzili Lauriego.

Jest to wspaniałe przedstawienie pracy tłumacza, które porusza wiele ciekawych kwestii na temat oryginału, przekładu, stosunków między kulturami i twórcami. Mam nadzieję, że film ten jest pierwszym z wielu poruszających temat tłumaczeń, jest przecież jeszcze tyle ciekawych związanych z tym problemów. Nie zapominajmy, że w tym wypadku oboje — i pisząca po angielsku szkocka tłumaczka i francuski pisarz — są przedstawicielami dość znanych i właściwie równie „wielkich” i znanych literatur. Co by było, gdyby tłumaczka była Amerykanką? A gdyby tłumaczone dzieło pochodziło z mniej znanych w kulturze docelowej rejonów: Macedonii, Ghany, którejś Korei,  Ameryki Południowej, czy choćby Polski czy z innego słowiańskiego języka? A co gdyby było na odwrót, gdyby znany pisarz zobaczył, jak go odbierają w nieznanym przez siebie języku (ach, może nakręcą coś kiedyś o Festiwalu Miłosza czy Conrada…)? A gdyby nieznany autor Zachodni stał się dzięki świetnemu (lepszemu?) tłumaczeniu celebrytą w Azji? A gdyby tłumaczenie nie dotyczyło literatury, tylko tekstów specjalistycznych?

Zastanówcie się nad tym.

Rybka

P.S. Wreszcie na Blu Reju można zobaczyć Tajemnicę Pierwszej Zemsty oraz Słońce podczas burzy!

tumblr_l92ct1HKWR1qzt60oo1_500png-2

Irene naśmiewa się z niezmienianego od 30 lat zdjęcia z obwoluty „jej” pisarza.

4 thoughts on “DOBRY film o przekładzie: Piękna zdrada

  1. Pingback: Słodkośc Zła, Słodkość Dobra: „Cały ten cukier” | Dobry Film, Zły Film

  2. Pingback: ZŁY film: Tłumacz | Dobry Film, Zły Film

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s